Akurat usypialiśmy dzieci, kiedy spacerując z małym Sz. po pokoju wypatrzyłem zza zasłony księżyc na niebie. Odruchowo zerknąłem, żeby ocenić czy byłoby z tego fajne zdjęcie 😛 no i zamarłem - sierp księżyca delikatnie za chmurami, niebo jeszcze trochę rozświetlone po zachodzie słońca (była jakoś 21:30) i do tego duża szansa uchwycenia księżyca między wieżyczkami zabytkowego kościoła. W mojej głowie już wykonywały się obliczenia, czy jak będę śpiewał kołysankę szybciej to kawaler szybciej zaśnie i zdążę jeszcze go odłożyć, wziąć aparat i złapać księżyc w wyobrażonej lokalizacji, on jednak był nieugięty i tylko radośnie klaskał w dłonie 😂
Szczęśliwie Ł. zasnęła i żona przejęła ode mnie gagatka, a R. zgodziła się chwilę poczekać, więc nie zwlekając ani chwili dłużej pobiegłem po aparat. Kiedy już ustawiłem się przy oknie, to księżyc był już obok wieżyczki, ale i tak spróbowałem. No i jedna z tych prób się powiodła ☺️