To był najdłuższy dzień ever. Wyszłam z domu po 6.00, bo na nowym stanowisku nie wyrabiam i chodzę do pracy wcześniej by zrobić jak najwięcej z rana. Po pracy szefowa zarządziła wspólne wyjście. Na pytanie prezesa już na tej imprezie "pani Basiu z czego pani się tak cieszy?" odpowiedziałam "bo wyszłam z pracy" 🤣 Nie zrezygnowałam z treningu, bo niby dlaczego, więc urwałam się z imprezy na zajęcia. Po zajęciach miałam 15 minut na dotarcie na halę. 5 setów, chłopcy robili co mogli, a jest trudno przez kontuzje, ale przegrali ze słabym Lwowem. Na meczu zmęczeniem dawało mi już bardzo znać. Z hali nie dało się wyjść, bo zamarzał na chodniku deszcz. Wsiadłam do autobusu bezmyślnie. Z przystanku szłam ze 20 minut, bo się nie dało iść, normalnie zajęło by mi to 5 minut. Mogłam wziąć taksówkę...