Kiedyś więcej grałem w gry. Oczywiście na tyle, na ile pozwalała mi moja mama, czyli zasadniczo rzadko. I tylko w soboty, bo w niedzielę był zakaz (dzień święty święcić itd.). No i maksymalnie dwie godziny.
Potem nie miałem ku temu komputera. Na „jabłuszku” nie dało się pograć i służył głównie mojej pracy.
Trochę się pozmieniało, kiedy po latach kupiłem sobie wreszcie konsolę, ale nadal myśl z tyłu głowy, że nie wolno mi grać, że tracę czas i powinienem myśleć o swojej przyszłości i pracy, zabierała mi przyjemność z tego, co kiedyś było tą chwilą odpoczynku.
Staram się na nowo do tego wracać. Wiem już, że kiedy usiądę, to potrafię przepaść bez kłopotu nawet na cały dzień. Zdarzało się zarywanie nocy.
Teraz jest lepiej. Po półtorej godziny nie czerpię już takiej przyjemności i muszę zrobić sobie dłuższą przerwę. Tego samego dnia robię sobie czasem też drugie podejście.
A wy, jakie macie dodatkowe hobby poza fotografią?