Parę miesięcy regularnego biegania (chociaż to robię po prostu), 12 km absolutnej walki głowy z nogami (pierwsze 22 km wszystko szło idealnie, kolejne osiem pojawiły się problemy, kolejne 12 to było zło, a 195 na stadionie już było na autopilocie), ból nóg z każdym pokonanym krokiem przez najbliższe dwa dni żeby na końcu dostać metalowy krążek na tasiemce za który trzeba sobie wcześniej zapłacić...czy to rozsądne jest?
Już powoli myślę nad startami w przyszłym roku i co najmniej jeden maraton jest w planach;)
bozon_higgsa Szacun 💪